Opowiadania Wiki
Advertisement

Pewnego dnia...

Pewna kobieta urodziła syna...

Syna pojebanego...

Któremu nadała na imię Leopold.

Ów Leopold mieszkał z rodzicami w polskim mieście niedaleko granicy z Niemcami. Chłopiec ten miał problemy z agresją i odkąd tylko pamiętał, komputery płatały mu różne figle, crashując, wyświetlając różne dziwne teksty i filmy oraz ogólnie odmawiając współpracy. To była właśnie jego "Klątwa", jak to nazwał Leopold. Jego cierpliwość codziennie była wystawiana na próbę, zaś ataki szału chłopaka wkrótce spowodowały wyprowadzenie się z domu ojca i głowy rodziny, a w niedługim czasie także matki, która przeniosła się tymczasowo do sanatorium w Wielkiej Brytanii. Leopold został więc sam w domu. No, prawie sam, bo mieszkała z nim jeszcze babcia, która jednak rzadko pojawiała się w domu. Leopold więc miał sporo czasu na bycie sam na sam z komputerem, na którym nałogowo grał tudzież oglądał filmy porno - a właściwie próbował oglądać porno, bo zawsze wtedy Klątwa dawała o sobie znać i Leopold nigdy nie miał okazji zwalić konia. Oto jest historia o najdziwniejszych przypadkach z życia Leopolda, alias Nerwowego Niemieckiego Gracza.

Początek Roku Szkolnego[]

31 Sierpnia 2009

Leopold siedział w swoim pokoju, słuchając na komputerze covera "You Spin Me Right Round", gdy wtem dostał wiadomość od matki. Brzmiała ona tak:

"Leopoldzie, wyszłam już z sanatorium i zdecydowałam się zostać w Anglii na stałe. Nigdy mnie już nie zobaczysz. PS - Nie zapomnij, że jutro jest rozpoczęcie szkoły."

Leopold nie był w stanie zareagować inaczej niż:

- Zostawiła, zostawiła mnie... Zostawiła mnie mnie ta zdzira. Zostawiła samego, w piździec, i kogo teraz będę okładał po ryju!? I jeszcze kurwa ta jebana szkoła, nie dopuszczę do tego, by się rozpoczęła!

Mówiąc to, zbiegł z klawiaturą w łapie na dół do salonu i wyważył drzwi, a następnie podbiegł do znaku informacyjnego koło domostwa, na którym było napisane "Rodzina Slikk". Tak miał właśnie na nazwisko Leopold, Slikk. Pod znakiem była ukryta piwnica, a w niej cały arsenał, wliczając w to Mp40 i Miniguna, które kiedyś Leopold ukradł z posterunku policji. W piwnicy znajdowały się także ładunki C4, którymi Leo chciał wysadzić szkołę. Nigdzie nie było jednak detonatora, to też Leopold pomyślał, że matka mogła go wyrzucić do śmieci. Wygramolił się więc po drabinie z powrotem na powierzchnię, a następnie udał się do śmietników koło swojego domu, mając nadzieję, że znajdzie tam to, czego szukał.

Pogrzebał parę chwil, ale nic nie znalazł. Już kończył poszukiwania, gdy wtem usłyszał głos za sobą - "A ty tu czego?!". Leopold odwrócił się i zobaczył przed sobą starego osobnika, którego nie dało się opisać inaczej niż 'Menel'. Stary włóczęga kontynuował agresywnie:

- Kurwa mać, to mój kurwa rejon! Wypierdalaj stąd cwelu jeden!

- (Leopold) Szukam tylko detonatora do C4.

- A wykupiłeś ode mnie licencję na wybieranie ze śmietnika? Co? Mam ci kurwa sprzedać kosę!?

Mówiąc to, menel wyciągnął z kieszeni kurtki nóż i machnął nim przed Leopoldem, który zaskoczony potknął się o cegłę i upadł na dupę. Nie z nim byłe jednak te numery. Szybko wstał i wyjął klawiaturę, a następnie przyjął postawę bojową. Menel wydawał się być rozbawiony bronią, jakiej używał Leopold, i to był jego błąd. Leopold z prędkością pumy pacnął parę razy włóczęgę po głowie, a następnie kopnął w brzuch, przez co menel upadł na ziemię. Leopold kontynuował atak, jednocześnie bijąc klawiaturą i kopiąc żula po jajach. Po chwili Leopold przestał, oddalił się na parę metrów, po czym z rozbiegiem sprzedał mocarnego kopa menelowi, który zdążył już wstać, i to takiego kopa, że żul poleciał na dwie odległości boiska piłkarskiego i uderzył w komin fabryki. To była właśnie jedna z "mocy" Leopolda, z którymi urodził się wraz ze swą "klątwą". Na koniec Leo cisnął w menela klawiaturą "na szczęście". Włóczęga jednak przeżył i kopniaka i lądowanie, a na dodatek miał na tyle siły, że odrzucił klawiaturę z powrotem do Leopolda. Ta jak bumerang wróciła do chłopaka i mimo że próbował uciec, klawiatura trafiła go głowę, chwilowo go ogłuszając. Leopold po chwili wstał, wziął klawiaturę i wiedząc, że nic tu po nim, wrócił do domu.

Leopold ostatecznie zrobił detonator własnej roboty i czekał do północy, żeby podłożyć C4 w szkole. A jak mu mijało czekanie? Najpierw grał w Pac-Mana - "Ha ha, wymiatam! To się nazywa hit sklepowych półek! Dalej żółta srako, żryj te kropki pókim miły! Dalej dalej, zjedz wszystkie, może się nie zesrasz!".

Jednak jego rozgrywkę przerwał Red Screen of Death (RSoD). Leopold wkurwiony wykrzyczał:

- Kurwa, Red Screen?! U mnie to wszystko jest możliwe!

Sprawdził też wtedy czas i gdy zobaczył, że jest dopiero 14:00, zdecydował się zagrać w Sapera, jednak po paru nieudanych próbach przejścia gry wyłączył komputer i poszedł oglądać telewizję. Do 16:50 oglądał mecz i pomimo, że był de facto Niemcem, kibicował polskiej reprezentacji. Był tak podjarany, że gdy Polacy strzelili gola, z radości aż wyskoczył przez okno. Odłamki szkła trochę go poraniły, ale dla takiego rozwalacza klawiatur jak on takie rany nie były problemem. Szybko się opatrzył i poszedł z powrotem na komputer sprawdzić godzinę. Ta wczytywała się dłuższą chwilę, przez chwilę komputer wyświetlił na ekranie fragment przemówienia Kaczyńskiego, ale jednak godzina załadowała się i Leopold nie był zadowolony z tego co zobaczył - była dopiero 17:00. Leo nie mógł jednak dłużej czekać - cierpliwość nie należała do jego mocnych stron. Pełen energii zbiegł na dół, wyważył drzwi, zabrał z ukrytej piwnicy C4 i pobiegł w kierunku szkoły. Mimo że to szkoły było kilka kilometrów, Leopold biegł przez cały czas, nie zatrzymując się ani na chwilę. Odsapnął dopiero wtedy, gdy już stał przed szkołą.

Leopold podłożył ładunki w strategicznych miejscach po szkole, do której z włamaniem się nie miał problemów, a zanim wyszedł, nasikał na korytarzu pod tablicą z dziecięcymi rysunkami z cyklu "Witaj Szkoło". Leo wrócił do domu i czekał niecierpliwie do rana, do dnia rozpoczęcia się roku szkolnego. Czas spędził, grając w Tetrisa, ale burza wywaliła korki i tyle miał z grania. Zmęczony czekaniem poszedł spać. Specjalnie ustawił budzik na 5:30, by mieć czas na dotarcie do szkoły i ustawienie się w pozycji, z której mógłby wygodnie obserwować eksplozje. Jego plan był iście diabelski - zamierzał wysadzić szkołę, gdy wszyscy nauczyciele i dzieciaki ustawią się przed budynkiem, by rozpocząć ceremonię początku roku szkolnego. Leo chciał w ten sposób pozbyć się wrogów, jakich miał wśród pracowników i uczniów szkoły. Po pobudce poszedł na wzgórze znajdujące się z 50 metrów przed szkołą i tam schował się w krzakach, oczekując na rozpoczęcie się szkoły.

Była godzina 8:30. Tłum ustawił się przed szkołą, zaczął grać hymn narodowy, a Leopold, uśmiechając się złowrogo, nacisnął przycisk na detonatorze. Nic się jednak nie stało. Nacisnął jeszcze raz i jeszcze raz, ale nic. "Kurwa!" - przeklną Leopold. Zbiegł więc ze wzgórza i popędził do szkoły, by sprawdzić, dlaczego C4 nie wybuchło. Leo nie wiedział, że ładunki wybuchowe, które zamontował w szkole, były czasowe - wybuchały one dopiero po krótkim czasie od naciśnięcia detonatora. Leopold był pod szkołą, gdy czas dobiegł końca. Nastąpiły wybuchy, budynek zawalił się na tłum i na Leopolda, a potem... Potem była już tylko ciemność. Zaś chwilę później w ciemności coś zaświeciło. Leopold z automatu zaczął iść w stronę światła, zaś jedyne, co przychodziło mu do głowy to:

- Co do chuja!? OMG, czy ja umarłem!?

Adrenalina[]

Co w tym czasie działo się z ciałem Leopolda? Pod ruiny szkoły podjechał czarny van, z którego wyskoczyło trzech mężczyzn. Byli to koledzy braci Tunak. Owych braci Tunak Leopold zabił kilka tygodni wcześniej w trakcie ucieczki z posterunku policji. Faceci śledzili Leo już od dłuższego czasu i wiedzieli, gdzie był w czasie eksplozji szkoły. Szybko odnaleźli i odkopali z gruzów ciało Leopolda i zmyli się, zanim na miejsce dotarły służby porządkowe. Zabrali Leopolda do swojej kryjówki na obrzeżach miasta. Położyli ciało Leo na metalowym stole i zaczęli rozmowę:

- Spróbujemy go ożywić na chwilę i dowiemy się, dlaczego zabił braci Tunak, a potem go ukatrupimy z powrotem.

- Hehe, jak go już zabijemy to wezmę sobie jego komputer!

W tym też momencie jeden z mężczyzn użył defibratora na Leopoldzie. Leo obudził się, ale jego porywacze tego nie zauważyli. Zamiast tego kontynuowali:

- E tam, słabo. Ja zamierzam nasrać mu na łóżko, położyć tam jego zwłoki i podpisać "Niespodzianka dla mamy".

- A ty co zrobisz?

- Ja wysadzę jego dom i wezmę sobie tę jego fajną klawiaturę!

W tym momencie Leopold nie wytrzymał. Wyjął klawiaturę, którą cały czas miał przy sobie, i obrotowym ruchem ogłuszył wszystkich trzech porywaczy a następnie zerwał się do ucieczki. Leo wybiegł z budynku i wszedł do brązowego sedana zaparkowanego przed kryjówką. Z jakiegoś powodu kluczyki były w stacyjce, to też Leopold nie miał problemu z odpaleniem samochodu i dania gazu do dechy. Jego umysł krzyczał "Dawaj dawaj szybko, uciekaj, albo oni cię przerobią na jakieś gówniane gówno!". Porywacze długo nie czekali z pościgiem - wsiedli do czarnego vana i dogonili samochód Leopolda. Auto Leo zaczęło dziwnie zwalniać aż zatrzymało się kompletnie. Dopiero wtedy Leopold spostrzegł że w sedanie nie ma już paliwa. Nie pozostało mu nic innego jak kontynuować ucieczkę pieszo. Wyszedł z samochodu i zaczął biec, biec ile na to nogi pozwalały. Tutaj objawiła się jego kolejna supermoc - nadnaturalna szybkość. Leopold sam nie wiedział, skąd miał nagle tyle siły, ale zaczynał biec szybciej i szybciej, aż w końcu zgubił van porywaczy. Leopold mimo to biegł dalej, aż dotarł w okolice swojego domu. Był tak wyczerpany, że podszedł do płotu pod napięciem i przytulił się do niego. Po chwili takiego elektryzowania się Leo odzyskał siły i udał się do domu.

Dom ku jego uldze nadal był cały. Wszedł do środka i udał się do swojego pokoju, a następnie włączył komputer. Był głodny, więc postanowił zamówić przez internet jakieś tanie żarcie. Wybrał sobie irańske słodkie pierożki, ale po kliknięciu "Zamawiam" ukazała mu się informacja, żeby czekał 2 godziny na dostawę. Leo jednak nie zamierzał tyle czekać. Zaczął klikać w przycisk zamawiania jak porąbany, aż w końcu wyświetlił się komunikat "Wciśnij Enter". Leopold walnął w omawiany klawisz, na co wyświetlił się kolejny komunikat "Może by tak delikatniej?". Leopold wybuchnął:

- Ty mnie kurwa nie pouczaj jak mam wciskać Enter!

Na to wyświetlił się kolejny komunikat - "Wykonaj parę okrążeń głową, a dostaniesz podwójną porcję za tę samą cenę.". Leopold posłusznie wykonał parę okrążeń swoją łepetyną, przez co wyświetliła się kolejna wiadomość - "Głupi to się na wszystko nabierze.". Leopold wkurwiony rzekł - "I skurwiel sobie robi jaja!". Mimo to spróbował ponownie zamówić jedzenie, na co jednak wyskoczył Green Screen of Death (GSoD). Leo nadal się jednak nie poddawał - pomimo rosnącego gniewu wszedł w tryb awaryjny, by tak zamówić pierożki, jednak wtedy też wyskoczył Purple Screen of Death (PSoD). Dla Leopolda była to ostatnia przeciągnięta struna - wrzeszcząc, zaczął walić w klawiaturę jak w bębny. Gdy nerwy już trochę się ostudziły, wyświetlił się kolejny komunikat: "Naciskaj lewy przycisk myszy jak najszybciej, a już naprawdę dostaniesz to jedzenie."

Leopold ucieszony zaczął jak najszybciej klikać lewym myszkiem, aż się biurko trzęsło. Musiał jednak klikać aż za szybko, gdyż wyświetliła się kolejna wiadomość - "Przekroczyłeś limit, chuja dostaniesz!". Leopold, jak łatwo przewidzieć, wpadł w kolejny szał, waląc w klawiaturę, rzucając nią i kurwiąc na cały świat, jaka go to niesprawiedliwość spotyka. Komputer wyświetlił nawet zdjęcie wściekłego lwa, na co Leo sam zrobił swojego "wściekłego lwa". Ten moment gniewu przerwała jednak jeszcze jedna wiadomość - "Ciekawe co jest pod komputerem...". Leopold uspokoił się i licząc na coś ciekawego, zerknął pod biurko i wsadził rękę wśród kabli, jednak jedyne co znalazł, to prąd, który go kopnął. Leo jeszcze raz wpadł w tryb zniszczenia i być może rozwaliłby biurko, gdyby nie komputer, który puścił Leopoldowi film, na którym jakiś gościu skacze po telefonie. Leo już się uspokajał, gdy wtem na ekranie wyskoczył Blue Screen of Death (BSoD). Leopold wkurwiony jeszcze raz cudem powstrzymał się od kolejnego wejścia w Rage Mode. Gdy komputer się zresetował, Leo zdecydował się w coś zagrać dla ukojenia swoich nadszarpniętych nerwów.

Padło na Sonica. Jednak już na ekranie tytułowym pojawił się ekran z błędem - "Podłoga jest zbyt krzywa!". Leopold najpierw gniewnie stwierdził, że to jest realnie niemożliwe, potem uznał, że żyje w Matrixie, a na koniec dodał, że jeśli komputer jeszcze raz odmówi współpracy, to dowie się, co to znaczy "Leopold". Gra zaczęła uruchamiać się na nowo, ale wyskoczył tym razem Grey Screen of Death (GSoD). Leo raz jeszcze zaczął walić w klawiaturę w ataku szału, rzucać nią po pokoju, a nawet walić w monitor głową, ale gra w końcu się uruchomiła. Leopold zadowolony odpalił pierwszy poziom, ale daleko nie zaszedł, gdyż w pewnym momencie stan gry zapisał mu się niemalże w momencie śmierci, przez co Leopold znów zaczął kurwić, że nigdy nic dobrego go nie spotyka. Wtedy też otrzymał nową wiadomość, ale nie od komputera, tylko od mamy. Brzmiała ona:

" Ktoś wysadził szkołę i sądzę że to ty, ty mały gówniarzu. Ale na szczęście nic mi już nie zrobisz Haha! :) Pozdrawia Mamusia."

Leopold takiej zniewagi nie mógł puścić płazem. Wybiegł z domu, pobiegł na lotnisko i wziął pierwszy samolot do Anglii. Tam w Londynie swoimi sposobami dowiedział się, gdzie mieszka jego mama, udał się do jej apartamentu i wbił do jej mieszkania. Na powitanie rzucił - 'Znalazłem cię ty stara grzybiaro!', po czym przeszedł do rękoczynów. W czasie okładania swojej matki wrzeszczał, żeby wracała do domu, gdy nagle dostał od kogoś w tył głowy, ale nie na tyle mocno by stracić przytomność. Leo odwrócił się i zobaczył menela. Tego samego menela, który nie chciał mu pozwolić grzebać w śmieciach koło domu. Tym razem jednak Leopold nie miał swojej klawiatury i tym razem to żul był na zwycięskiej pozycji. Poturbował on Leopolda tak że ten uciekł z apartamentowca, jęcząc z bólu. Na koniec menel, patrząc na uciekającego chłopaka rzekł - "I żebym cię tu więcej nie widział! Fajfusie jeden...". Tak oto Leopold wrócił pokonany i bez matki do domu.

Mikołajki[]

6 Grudnia 2009

Poranek zaczął się od tego, że Leopold był zdziwiony na widok takiej ilości śniegu. Jeszcze wczoraj ledwo padał deszcz z śniegiem, a teraz taka śnieżyca była, jakby Godzilla nie używał płynu przeciwłupieżowego. Dopiero po chwili Leo ogarnął, że dziś był 6 grudnia, czyli Mikołajki. Rozradowany włączył komputer i niemal z miejsca dostał wiadomość od mamy:

"Witaj Leopoś.

Mam nadzieję, że masz piękną choinkę i jakoś sobie radzisz beze mnie.

I nie zapomnij o Świętym Mikołaju!"

Informacja o choince z miejsca pobudziła Leopolda, który na śmierć zapomniał o choince. Nie czekając dłużej Leo wybiegł z domu, w typowym dla siebie stylu wyważając drzwi, po czym pobiegł do lasu. Pech znów dał o sobie znać, gdyż nagle zerwała się wichura, która oczywiście wiała Leopoldowi prosto w twarz. Mimo przeszkód Leo parł dalej aż znalazł drzewko, które uznał za idealne, to też ściął je za pomocą klawiatury. Zabrał je na podwórko przed dom, ubrał je i była zajebista cisza. Ta jednak długo nie trwała, gdyż Leopold usiadł na komputerze i kopiował z płyty kolekcję filmów porno, jednak wyświetlony czas sugerował, że kopiowanie zajmie nie mniej, nie więcej tylko milion lat. Leo nie chciał oczywiście tyle czekać, to też anulował kopiowanie i spróbował jeszcze raz, ale tym razem wyświetliła mu się informacja o usunięciu zawartości płyty i mimo że kliknął "Nie", pornole i tak się usunęły. I Platynowa Kolekcja poszła w pizdu. Leopold w desperacji walnął parę razy w klawiaturę i przez przypadek uruchomił proces formatowania dysku komputera. Leo zaniemówił:

- Jak to?!

- (Komputerowa wiadomość) Tak to!

- Uaaaaaaaaaaaa!

- Sraaaaaaaaaaa!

- Jak to możliwe że ty gadasz!? Przecież jesteś tylko starym rupieciem!

- NIE!

- Tak!

- NIE!

- Prawda w oczy kole!

W tym momencie na ekranie pojawił się Yellow Screen of Death (YSoD). Leopold na to:

- Ja pierdolę, znowu to samo, chyba skoczę z mostu!

Po chwili Leo się uspokoił, i wtedy też stwierdził, że trzeba napisać list do Św. Mikołaja. Zaczął więc pisać list na komputerze (Notabene z ogromną ilością błędów ortograficznych), ale wtem na ekranie pojawił się obrazek nóg wraz z dobitnym napisem "Nogi". Leopold wściekł się, ale wyłączył obraz i wrócił do pisania listu, ale znów wyskoczyły "Nogi". Leopolda kurwica już brała, ale w porę się opamiętał i dokończył pisanie listu. W liście prosił Mikołaja o nową tytanową klawiaturę z ostrymi rogami, żeby łatwiej się "Przeciwników zabijało". Leo po skończeniu pisania wysłał list, gdy nagle na ekranie pojawił się obraz trawy wraz z podpisem "Trawa". Leopold wpadł w szał i zaczął walić po klawiaturze, gdy wtem na ekranie pojawiła się karykatura Świętego Mikołaja wraz z dźwiękiem:

- (Mikołaj) Hohoho!

- (Leopold) To Święty Mikołaj! Pochwalony! Otrzymałeś mój list?

*Mikołaj dzwoni dzwoneczkami*

- (Leopold) Zaraz ci te dzwoneczki wsadzę w dupę!

- (Mikołaj) Powiedz mi jakiś wierszyk.

- Wlazł kotek na płotek i próbował wskoczyć na sklep, aż dostał od Leopolda klawiaturą w łeb! A teraz dawaj prezenty ty osiwiały chuju!

- Jeśli nie będziesz rozwalać klawiatury, to dostaniesz najlepsze prezenty! Klawiaturę z tytanu też!

- Więc koniec z tym rozwalaniem, ja naprawdę lubię swoją klawiaturkę, moją ukochaną, od teraz będę grzecznym chłopcem i dasz mi moje prezenty ty czerwony małpi cycu!

- Bywaj Leopoldzie!

I Mikołaj zniknął z ekranu. Leo zaś wiedział o tym, że nie może uderzać w klawiaturę, jeśli chce dostać prezenty, w tym upragnioną klawiaturę z tytanu. Swędziły go bardzo ręce, żeby trochę ponawalać, ale przypomniał sobie, że Mikołaj nic nie mówił o krzyczeniu, to też Leopold mógł wrzeszczeć ile sił w gardle. Poprosił babcię o zrobienie mu herbaty, po czym rozpoczął swoje małe disco. Jego imprezę przerwało jednak ostrzeżenie o znalezieniu wirusa na komputerze. A właściwie całej jej masy. Leopold w akcie złości wyrzucił niewielką lodówkę, którą trzymał w pokoju, na parter, po schodach. I rozwaliła się pięknie. Leo wrócił na komp, ale przywitał go niewidzialny ekran błędu. Chyba, bo go przecież nie widział. Wtedy też Leopold ogarnął, że jego komputer usiłuje go sprowokować. Całą swoją agresję kierował na myszkę, ale nerwy zaczęły mu już puszczać. Komputer najpierw wyświetlił film z grubasem grającym na bębnach, potem dwóch tańczących do Crazy Froga dzieciaków, a na koniec kobietę z anime wymachującą porem. Jednak "Suka z porem" to już było przegięcie. Leo zaczął uderzać w klawiaturę ile fabryka dała. Jego gniew musiał znaleźć jakieś ujście. I znalazł.

Mikołaj dowiedział się, że Leopold nie dotrzymał słowa, to też przyniósł mu pod choinkę chujowe prezenty. Mikołaj przyszedł pod dom Leo i pozostawił pod choinką paczkę. Już miał iść, gdy wtem z domu wybiegł Leopold z kałasznikowem. Nim Święty mógł zareagować, Leo wystrzelił w niego całą serię. Mikołaj upadł przedziurawiony i rozpłynął się w powietrzu. Leopold sprawdził co było w paczce. Ku jego wkurwieniu były tam kalesony. Jednak Mikołaj zostawił po sobie worek, w którym według Leo na pewno musiały być jakieś dobre rzeczy. Sprawdził i w środku znalazł całą kolekcję filmów porno. Zadowolony Leopold natychmiast pobiegł na komputer je odpalić, ale zamiast nagich lasek jedyne co ujrzał, to dwójka tańczących dzieci neo. Dość powiedzieć, że te święta do udanych nie należały.

Sylwester[]

31 Grudnia 2009

Ten poranek był nadzwyczaj spokojny. Być może dlatego, że Leopolda nie było w domu. Był on w sex-shopie kilkanaście kilometrów od domu i w oko wpadła mu płyta z filmami porno. I nie zamierzał za nią płacić. Wziął ją do plecaka i wybiegł ze sklepu. Sprzedawca zauważył zuchwałą kradzież i pobiegł za Leo. Ku nieszczęściu Leopolda przed sklepem zaparkowany był policyjny radiowóz. Sprzedawca widząc policję zawołał "Złodziej filmów! Łapać go!". Leo zdążył wbiec do swojego niebieskiego sedana i odjechać na parę metrów, nim radiowóz ruszył w pościg. Leopold nie zamierzał łatwo dać się złapać, to też prowadząc samochód jednocześnie otworzył ogień z pistoletu do policyjnego wozu. Strzelał, starając się trafić w opony tudzież w kierowcę, ale na nic. Po chwili Leo stracił cierpliwość i zdecydował się wykonać ryzykowny ruch - odłożył na chwilę ręce od kierownicy, chwycił za Ak47 i wystrzelił dość długą serię w stronę radiowozu. To wystarczyło, by policyjny wóz stracił kontrolę i wylądował na słupie ulicznym. Leopold wtedy wrócił rękami na kierownicę i w ostatniej chwili zobaczył, że zmierza na przebudowywaną drogę. Nie zdążył jednak skręcić i wjechał na górę piasku, z której wyskoczył i wbił się w szklaną ścianę kafejki internetowej na piętrze budynku.

Leo następnie przejechał przez całe pomieszczenie i wbił się przez kolejną szklaną ścianę, lądując spowrotem na ulicy. Dumny ze swojego kaskaderskiego wyczynu Leopold pojechał na pełnej parze do domu. Na miejscu zaparkował sedan pod ośnieżonym drzewem i poszedł do domu. Koło drzwi jednak stał jakiś dresiarz. Leopold rzucił:

- Co tu robisz frajerze?

- (Dresiarz) Co? Sam jesteś frajer!

- Wypierdalaj stąd!

- Chyba cię pojebało!

Leo nie wytrzymał i uderzył klawiaturą w głowę cwaniaka. Dresiarz padł pół-przytomny na śnieg, zaś Leopold wszedł do domu. Poszedł do swojego pokoju i wypakował z plecaka swoją zdobycz. Płytę z pornolami położył na biurku, a następnie odpalił komputer. Komputer jednak nie chciał się załączyć pomimo gróźb Leo odnośnie jego podwójnej siły na dziś. Gdy to nie poskutkowało, Leopold walnął mocno w klawiaturę, przez co wyświetlił się Blue Screen of Death. Leo spełnił swoje groźby, waląc w klawiaturę raz po raz, powodując tym samym w najbliższej okolicy małe trzęsienie ziemi. Komputer w końcu się załadował i Leopold wsadził w odpowiednie miejsce płytę z pornosami. Krótko po tym jednak pulpit zaczął falować do "Wyginam Śmiało Ciało". Leopold zareagował:

- Co to kurwa!? Ja pierdolę, pulpit tańczy! Czy ja napadłem na sex shop dzieci neo!?

Po chwili jednak pulpit przestał "tańczyć" i odpalił się wybór scen. Na tle tłumu rozebranych kobiet widniały trzy możliwe do odpalenia sceny. Leopold zadowolony odpalił pierwszą, ale zamiast porno odpalił mu się filmik z tańczącym do Benny Hillsa dzieciakiem. Leo odpalił więc drugą scenę i tym razem pojawiło mu się zdjęcie trzech półnagich dziewic. Jednak po chwili odpalił się film z dwoma znienawidzonymi przez Leopolda dziećmi neo tańczącymi do Crazy Froga. Wkurzony już Leopold mając jeszcze nadzieję na zobaczenie cycka, wybrał trzecią scenę i ku jego głębokiemu zawiedzeniu odpalił się jakiś, jak to nazwał Leo, "Cygański serial". Najpierw był film o dzieciaku pytającym o to, czy to jest prawdziwe życie, a następnie wrzeszczącym wniebogłosy, zaś chwilę później kolejny film o gościu, który pytał o to samo i również krzyczącym ile fabryka dała. Leopold zaś wybuchnął:

- I skąd ja wezmę teraz jakieś pornole jak w tym sklepie same filmy z tymi chujami!?

Leo jednak nie miał czasu na dalsze kurwienie o swoim losie, gdyż wtem ktoś zapukał do drzwi. Leopold szybko zbiegł na dół i po wyważeniu drzwi zobaczył, że niespodziewanymi gośćmi byli jego trzej bracia - Fleopold, Treopold i Greopold. Byli u Leo w celu zorganizowania imprezy na Sylwestra. Leopold zaprosił ich do środka i sobie rozmawiali w salonie. Wtem Leo zobaczył, że jeden z braci przyniósł ze sobą film porno. Poszedł więc z nim na górę do pokoju pod pretekstem "pomalowania sobie" i włożył płytę do komputera. Odpalił film, jednak zamiast nagich lasek Leopold zobaczył zdjęcie wiewiórki i jakże inteligenty podpis "Fefiórka". Bo jak nie zmutowane platfusy to fefiórka, jak to opisał Leo. Zaraz jednak coś się zaczęło ładować, ale nie był to pornos, tylko film z galopującym do śmiesznej muzyki koniem bez przednich kopyt. Leopold wybuchnął i zarazem podsumował swój żywot:

- No ja pierdolę, nigdy w życiu nie obejrzałem żadnego pornolka! Nie, nie, widziałem tylko zdjęcie swojej starej, przez całe swoje życie!!!

5 minut później Leopold i bracia zdecydowali się udać na wzgórza pod miastem, by stamtąd dobrze widzieć fajerwerki na Sylwestra. Leo wziął więc ze swojej ukrytej piwnicy super fajerwerk będący skrzyżowaniem fajerwerków i atomówki, a następnie cała czwórka pojechała autem Leopolda na wzgórza. Tam do północy rozmawiali i pili piwo. Gdy zaś nadeszła godzina 00:00, Leo z pogardą i rozbawieniem oglądał marne fajerwerki, jakie odpalili ludzie z miasta. Leopold odpalił swój ato-fajerwerk i z dumą oglądał, jak seria kolorowych eksplozji zapełnia nocne niebo. Tak też oto ludzkość powitała nowy rok i nowe dziesięciolecie.

Walentynki[]

14 Luty 2010

Zanim przejdziemy do głównej historii, trzeba najpierw przejść do korzeni Klątwy Leopolda. 103 lata temu żył przodek Leo, Feopolld. W Walentynki 1907 roku chciał on napisać list do swej miłości. Zrzucił śmieci se swojego biurka i już chciał zacząć pisanie, gdy wtem ktoś cisnął śnieżką w jego okno. Feopolld otworzył je i ujrzał dwóch tańczących pod jego domem dzieciaków. To były dzieci neo. Feopolld zareagował:

- Nie!! Znowu te cholery! Dzisiaj Walentynki, a ja mam pecha jak zwykle!

63 lata później żył kolejny przodek Leopolda, Delepold. W Walentynki 1970 również chciał napisać list do dziewczyny. Szedł właśnie przez salon do swojego pokoju, by napisać list, gdy wtem telewizor sam z siebie się uruchomił. Na ekranie były dwa tańczące dzieci neo. Delepold wybuchnął:

- Ja pierdolę, znowu te przeklęte skurczybyki!

Czy to samo czeka Leopolda? Gdy obudził się o poranku, dotarło do niego, że zapomniał rozebrać choinkę. Nie miał jednak ochoty na jej powolne ogołacanie z ozdób, to też wysadził ją bazooką. Sprzątnął jeszcze pomniejsze dekoracje wokół drzwi i okien, po czym zasiadł do komputera. Miał na celu rzecz jasna napisać list miłosny i Leo liczył na to, że jakaś tygrysica "obrobi mu rowa". Komputer jednak jak zwykle odmawiał włączenia się. Pokazała się informacja, żeby Leopold czekał, ale pod spodem była mała notka - "Pozostało 8 godzin". Leo nie zamierzał tyle czekać na odpalenie się kompa, to też zaczął grozić komputerowi, na co pokazała się wiadomość - "Pomyłka, 2 lata świetlne". Wkurwiony Leopold już miał zamiar jechać do burdelu, gdy wtem komputer zdecydował się jednak uruchomić. A nie, jednak nie, pokazał się ekran informujący o wyłączaniu się kompa. Albo jednak się włączy. Albo i nie. Wyglądało to tak, jakby komputer nie wiedział, czy się włączyć czy wyłączyć. Cierpliwość Leopolda została wystawiona na próbę. Zaczął walić klawiaturą o biurko, a gdy się zmęczył, poszedł po siekierę, ale w domu takiej nie było, a licencji na grzebanie w śmieciach Leo też nie miał, więc wrócił na komputer.

Leopold zwalił z biurka śmieci, które nie wiadomo skąd się tam wzięły, a następnie odpalił kompa. Odpalił się on początkowo bez problemów, gdy wtem na ekranie pojawił się ekran z błędem. Migał on i pojawiał się coraz bliżej, aż w końcu wyskoczył, no kto by pomyślał, walentynkowy screen błędu wraz z niskim diabelskim śmiechem. Leo na to:

- Walentynkowy screen?! Ja chyba umarłem i jestem w piekle! A mogli nie wymyślać tych Walentynek! Tych walniętych tynek, do pioruna! I bym nie musiał się denerwować! Ale nie! Jakiś frajer, pedał, pewnie specjalnie to wymyślił bo wiedział, że się zdenerwuję!

Po wielu próbach w końcu udało się uruchomić komputer i Leopold zaczął pisać walentynkowy list do swojej wymarzonej laski. Wtem jednak na ekranie pojawił się znany już dobrze Leo duet dzieci neo tańczących do Crazy Froga. Dla Leopolda zaczynało się to już robić nudne, ale nie było od tego ucieczki, bowiem Klątwa Dzieci Neo jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Leo jednak nie dawał za wygraną i w końcu udało mu się napisać list miłosny. Wysłał go i po kilkunastu minutach przyszła odpowiedź:

"Mówiłam ci już, że jesteś zbyt brzydki, by się ze mną umówić! Ile razy mam powtarzać?"

Leopold się wnerwił. Wysłał do tej rudej małpy list wraz ze zdjęciem Elvisa Presleya, a skoro Presley jej się nie podobał, to księcia z bajki jej nie znajdzie. Po chwili jednak przyszła kolejna wiadomość od dziewczyny:

"Co robisz, gdy ci jest dobrze? Chcę to usłyszeć."

Leopold zaczął więc dyszeć i wtem nadeszła kolejna wiadomość:

"A gdy ci jest źle?"

Leopold na to -"ROZPIERDOLĘ WSZYSTKO I WSZYSTKICH!". Leo zniszczył tym samym pół pokoju. Nadeszła więc kolejna wiadomość od laski -

"Wychodzi na to, że jesteś pojebany."

Leopold był wściekły, że ta ruda małpa go przezywa, ale wtem nadeszła od niej kolejna wiadomość:

"Jak kupisz mi dżinsy to zrobię ci loda"

W Leo coś wybuchło. Wybiegł z domu, wyważając drzwi, wskoczył do samochodu i pojechał do najbliższego sklepu z odzieżą. Ale taki chuj, wszystkie dżinsy wykupili. I tyle Leopold miał z Walentynek.

Piątek Trzynastego[]

12 Sierpnia 2010

Był to późny wieczór. Leopold spał w swoim pokoju nieświadomy tego, co się wydarzy następnego dnia. A miało się dziać, bo oto budzik wybił północ i sam z siebie się odpalił. Leo wydarł się na całe gardło zdenerwowany nagłą pobudką. Spojrzał na budzik i datę na nim widniejącą - "Piątek 13". Budzik nie chciał się wyłączyć, to też Leopold zaczął nawalać po nim klawiaturą, ale to nie pomogło. Jakiś sąsiad zareagował na hałas krzycząc - "Kurwa mać, co tam się dzieje?!". Budzik nadal dzwonił, aż w końcu Leo wziął kałacha i wystrzelił krótką serię do budzika. Dzwonienie ustało, zaś Leopold wrócił do łóżka, mając nadzieję, że uda mu się spokojnie zasnąć. Już prawie zasypiał, gdy wtem usłyszał szczekanie psa na zewnątrz. Leo liczył na to, że pies przestanie szczekać, ale gdy liczenie nic nie dało, Leopold wybiegł z domu strzelając z karabinu szturmowego w powietrze, przez co głośny czworonóg uciekł z podkulonym ogonem. Nawet jednak wtedy Leo nie mógł liczyć na ciszę, gdyż na ulicy miała miejsce jakaś impreza i podchmieleni imprezowicze śmiali się głośno. Leopold wybiegł więc z domu i schronił się w swojej ukrytej piwnicy, mając nadzieję że tam zazna odrobinę ukojenia. Leo leżał już na podłodze, bo łóżka nie było, gdy wtem jakiś kot powodował kolejne hałasy. Leopold wybuchnął:

- Ja pierdolę, dajcie mi zasnąć!

Hałas od kota ustał, ale po chwili rozległ się płacz dziecka. Leo wykrzyczał się na całe gardło, a dziecko zamilkło. Dopiero wtedy Leopold położył się do snu, wciąż w swojej ukrytej piwnicy. W końcu wstał świt i Leo wyszedł z bunkra, a następnie poszedł do domu. Na ścianie domostwa narysowany był jakiś kształt, zaś drzwi były zamknięte. Leopold siłował się z ich otworzeniem, gdy wtem drzwi same się wyważyły od środka, zaś w salonie Leopold spostrzegł...Nie, to nie może być. Dzieci Neo, które tak prześladowały Leo przez ostatnie lata, były tam w autentycznej fizycznej postaci. Po chwili konsternacji ze strony Leopolda rysunek na ścianie ożył i kształt zaczął zbliżać się w stronę Leo. Chłopak chciał uciec, ale coś go trzymało w miejscu. Kształt już go dotykał, gdy wtem Leopold obudził się. To był tylko sen. Na całe szczęście tylko sen.

Leo wyszedł z piwnicy i udał się do swojego domu. Ku jego wielkiemu zdziwieniu obok domu Leopolda stała chata, której jeszcze wczoraj tam nie było. Poprzedniego wieczoru stały tam ledwie fundamenty, a teraz był tam beżowy dom w chińskim stylu. Leo zaniepokoił się i dla pewności udał się do leżącej nieopodal meliny żula sprzedającego licencje na grzebanie w śmieciach. Ku uldze Leo melina wciąż stała na swoim miejscu, choć właściciela nie było akurat w domu. Leopold następnie przyszedł się przywitać z nowym sąsiadem. Udał się pod beżowy dom i zapukał w drzwi. Te otworzyły się po chwili i w wejściu stanął nieduży Chińczyk w śmiesznym bordowym kapeluszu. Tak śmiesznym, że aż Leo rzekł ze śmiechem:

- Jaki żółty kurdupel! Fajna czapka, zajebałeś ją Muminkom?

Chińczyk zdawał się nie być oburzony przez słowa Leopolda, po prostu stał i przyglądał mu się bez widocznego zainteresowania. Po chwili Leo poczuł się wkurzony ignorancją ze strony żółtka, to też powalił go na ziemię i zaczął bić klawiaturą. Po parunastu uderzeniach Leopold odpuścił i udał się do domu, jednak zobaczył, że Chińczyk wstaje i udaje się do swojej chaty. Leo poczuł kolejny przypływ agresji i rzucił się ponownie na żółtka, lecz ten zdążył wejść do domu i zamknąć drzwi. Leopold męczył się chwilę z ich wyważeniem, lecz drzwi stały twardo i nieruchomo. Leo naklął jeszcze pod adresem Chińczyka, nim zdecydował się ostatecznie wrócić do swojego mieszkania, myśląc przy tym, że żółtego kurdupla dopadnie później. Przed domem Leopold spotkał kształt który widział w swoim śnie. Kształt powiedział coś o "pragnieniu", a Leo zdenerwowany walnął kształt, który rozpłynął się w powietrzu. Dziwne spotkanie, trzeba przyznać.

W domu Leopold załączył komputer i zrzucił śmieci z biurka, mówiąc przy tym:

- Będą mnie wkurwiać, szmaty jebane, teraz im dam, kurwom! Nie mogę się doczekać aż dam popalić tym chińcom!

Komputer jednak jak zwykle odmawiał włączenia się, to też Leo walnął w klawiaturę tak mocno, że aż ją rozwalił. Poszedł więc po nową. Miał tych klawiatur w schowku ponad 25 sztuk, więc na ich wyczerpanie się w najbliższej przyszłości Leopold nie mógł narzekać. Podłączył nową klawiaturę i niemal z miejsca dostał Multicolor Screen of Death (McSoD). Tęczowy screen to już był szczyt screenów. Po chwili zaś odpalił się jakiś teledysk z muzyką i słowami:

- Wieją sandały...

- (Leopold) Ja pierdolę, jak sandały mogą wiać!?

- Z masłem...

- Z gównem!

Teledysk się wyłączył, zaś Leo postanowił spróbować odpalić jakiegoś pornola. Ku jego zaskoczeniu film odpalił się, bez żadnych screenów ani dzieci neo, Leopold chyba pierwszy raz w życiu miał okazję spokojnie zmęczyć ptaka. Radość jednak nie trwała długo, gdyż jakiś impuls elektromagnetyczny wyłączył komputer i właściwie wszystkie urządzenia elektryczne w domu. Leo wkurwiony obwinił za to nowo wprowadzonego sąsiada. Około godziny później, gdy impuls już minął, z chaty Chińczyka zaczęła dochodzić muzyka. "Ten jebany żółtek" urządził sobie chińskie party. W odpowiedzi Leopold puścił na fulla własną muzykę, ale po paru momentach prąd wywaliło. Prąd po chwili wrócił i w moment po jego powrocie na ekranie komputera Leo wyświetlił się teledysk "Never Gonna Give You Up". Leopold nie był zadowolony z pojawienia się tego "lykantropa jebanego", więc po chwili wyłączył film. Wtedy na ekranie pojawiła się, ku uciesze Leo, skąpo odziana niewiasta. Długo jednak jej obecnością Leopold się nie nacieszył, gdyż pojawił się obraz z groźno wyglądającą babcią i podpis:

"Detektyw Pruchwa wszystko widzi!"

- (Leopold) Niee! Ty stara pruchwo, wolałem opiekuna wnuka!

Od tych nerwów Leo aż zachciało się srać, więc poszedł do łazienki. Srał więc i śmierdziało niewiarygodnie, jak w zoo po obiedzie. W sumie Leopold stwierdził, że można by tym smrodem wytruć połowę Rosji. Tak śmierdziało, że aż wodomierz zaparkował. Z tym że to nie był wodomierz tylko telefon stacjonarny, który stał na korytarzu. Leo był wkurzony, że jak zwykle telefon musi dzwonić, gdy się akurat wypróżnia, ale mimo to wstał z kibla i udał się go odebrać. Ale gdy już do niego doszedł, telefon przestał dzwonić. Leopold wkurwił się, ale w tym momencie usłyszał pukanie do drzwi. Był to facet od wymiany wodomierza. Leo nie chciał go wpuścić, nawet dupy nie podtarł, ale facet był nieustępliwy:

- No proszę otworzyć, przecież słyszę że tam ktoś jest!

Leopold w odpowiedzi wyważył drzwi i rozpoczął ostrzał z Ak47, wrzeszcząc przy tym, żeby facet wypierdalał jeśli mu życie miłe. Gość od wymiany odjechał w panice, zaś Leo już spokojnie mógł wytrzeć tyłek. A skoro już o spokoju mowa, Chińczyk kontynuował swoją imprezę. Muzyka rozbrzmiewała chyba na całe osiedle. Leopold stwierdził że pora zakończyć te chińskie party, więc wybiegł z domu i udał się do piwnicy po bazookę, ale wtem, nie wiedząc jak i czemu, teleportowało go do burdelu. Leopold był dość zaskoczony, supersiła i superszybkość to jedno, ale teleportacja? No ale skoro był przy burdelu, to wypadałoby skorzystać, lecz wtem u wejściu do przybytku stanął pewien dziwak. Leopold rozpoznał go jako tego pedofila, który gonił go po areszcie rok temu. Leo do strachliwych nie należał, ale ten typ go przerażał, to też zaczął uciekać. Po chwili zgubił pedofila, lecz gdy Leopold dotarł spowrotem do domu, ukazał mu się koszmarny widok - jego dom był cały w płomieniach, zaś obok niego stali ci goście od braci Tunak. Jeden z gości po zobaczeniu Leo stwierdził, że później go dorwą i wracają do bazy, zaś Leopold nie był w stanie pojąć umysłem tego, co właśnie spotkało jego dom. Leo upadł na kolana i zawył pełen bólu i gniewu. Nic go już w tym mieście nie trzymało.

Nieco później...

Leopold postanowił udać się na wakacje na Hawaje. Wsiadł do najtańszego i najbliższego samolotu i ruszył w podróż. Nie wiedział jednak, że kilka par siedzeń za nim był ktoś, kogo Leo nie chciał już więcej widzieć na oczy - Chińczyk.

Zagubiony[]

Leopold miał sen, w którym oglądał bez przeszkód porno, ale wtem powiadomienie ze strony kapitana samolotu obudziło go. A taki piękny sen, ale przynajmniej chińca nie było. A przynajmniej tak się Leo zdawało. Wyjrzał przez okno i spostrzegł, że przelatują właśnie nad oceanem, tylko Leopold nie wiedział, czy Atlantyckim czy już Spokojnym. Była cisza i spokój gdy wtem pasażer, obok którego siedział Leo, załączył muzykę tak głośno, że było ją słyszeć ze słuchawek faceta. Leo wkurzony obił gościa po pysku klawiaturą i współpasażer wyłączył muzykę. Znów nastał spokój, gdy nagle telefon Leopolda zadzwonił. To był jego brat Treopold:

- (Leopold) Słucham?

- Leo przy komie?

- No to ja.

- Co robisz w te wakacje?

- Nie wiem, raczej nic.

- Ta?

- Chyba całe w piwnicy przesiedzę.

- Haha, o yeah!

- Żartowałem! Właśnie lecę na Hawaje!

- Niee! Nieee! Ty kutasie! Zakłamany chuju, wal się na cyce! Sam tam jesteś czy z kimś? Ty szambonurku!

- Wyrwałem zajebistą laskę, jak dolecimy na Hawaje, to będę ją grzmocił pod kokosami!

W tym momencie Treopold zakończył rozmowę srogim rage-quitem. Zamierzał razem z braćmi polecieć do Leo, tak mu z zazdrości dupę ściskało. Krótko po zakończeniu rozmowy pasażer, który grał głośno muzykę, znowu odpalił na full swoje gówniane techno, przez co Leopold znów dał mu po pysku klawiaturą tak mocno, że facet się przesiadł. Nastała kolejna chwila ciszy, gdy wtem stewardessa rzekła przez interkom:

- Proszę o uwagę, mamy wyciek paliwa. Musimy zawrócić spowrotem na lotnisko. Miłego lotu.

Leo nie mógł uwierzyć własnym uszom. Wsiadł w samolot, by wyrwać się z tamtej miejskiej dziury, a teraz te kurwy chcą zawrócić? Na to Leopold nie mógł pozwolić. On nie miał dokąd wracać. Leo postanowił zadziałać drastycznie - wszedł do kabiny pilotów, poderżnął gardło pilotowi, wyrzucił jego zwłoki z samolotu, po czym przejął stery. Leopold za grosz nie wiedział, jak sterować takim czymś, ale zobaczył wajchę i odgadł, że to musi kontrolować prędkość samolotu. Samolot nie zdążył zawrócić, to też Leo bez przeszkód mógł pociągnąć wajchę do przodu, by szybciej dotrzeć na upragnione Hawaje. Wszystko szło zgodnie z planem, gdy wtem niewiadomo skąd, impuls elektromagnetyczny wyłączył silniki w samolocie. Leopoldowi nie pozostało nic innego, niż wyskoczyć z samolotu. Przelatywali akurat nad jakąś wyspą. Leo w pośpiechu nie założył nawet spadochronu. Spadał więc bez żadnego zabezpieczenia. Z samolotu zdążył wyskoczyć też Chińczyk ze spadochronem. Samolot zaś po chwili spadania walnął w plaże i efektownie eksplodował, zabijając (prawie) wszystkich pasażerów i załogę.

Leopold próbował użyć czapki i kurtki jako spadochronu, ale to chiński syf był i nie zadziałały, w związku z czym Leo zaczął obracać się szybko z pomocą klawiatury niczym śmigło helikoptera i z powodzeniem wylądował bezpiecznie na wyspie. Leopold wylądował w środku lasu. Światło słoneczne ledwo przebijało korony drzew. Leo z braku lepszego pomysłu zaczął iść przed siebie. Sam nie wiedział dlaczego, ale to miejsce przyprawiało go o ciarki. Wreszcie Leopold doszedł do jakiejś chatki wyrytej w drzewie. Dziwny to był widok, ale przynajmniej był to znak, że ktoś na tej wyspie jednak mieszkał. Leo wszedł do środka i ze zdziwieniem spostrzegł, że wnętrze chaty wyglądało jak w jego pokoju w zniszczonym już domu, tylko trzeba było przyznać, że było bardziej zielono. Był tam nawet komputer, do którego Leopold zasiadł i go uruchomił. Pierwsze co przyszło Leo na myśl to spróbowanie uruchomienia jakiegoś pornola, jednak zamiast porno uruchomił mu się obrazek przedstawiający karykaturę Chińczyka, niewielką niebieską kulkę i podpis "Kuleczka". Leopold pozostawiał nieugięty:

- Jaka kurwa kuleczka, ja chcę porno do chuja! Porno!

- "Kuleczka!"

- Porno!

- "KULA!"

- Gówno hipopotama!

Jak na życzenie pojawił się obraz srającego hipopotama. Leopold wkurwiony stwierdził, że ktoś lub coś musi tym sterować, skoro Leo zawsze musi mieć pech. Leopold dla uspokojenia wziął mentosa, którego trzymał w kieszeni. Zażył go i od razu poczuł się lepiej. Walnął parę razy w klawiaturę, łamiąc ją wpół. Stwierdził też, że musi jakoś wezwać pomoc, by wydostać się z wyspy. Zanim jednak cokolwiek zrobił, postanowił sprawdzić jakiś dziwny plik, który był na pulpicie. Odpalił go i Leopoldowi ukazał się obraz z samolotu na parę chwil przed katastrofą. Ku swemu wkurwieniu Leo dojrzał na jednym z tylnych siedzeń znienawidzonego Chińczyka:

- Skurwysyn leciał za mną! Mogłem udusić jebańca, to wszystko jego sprawka!

W tym też momencie na ekranie pojawił się napis "Chińskie party czas zacząć!", i zaczęła grać muzyka imprezowa. Leopold wybuchnął:

- Kurwa wyjebana na pełnych obrotach przez Yetiego! Do chuja, skurwysyna, zapierdolę tę żółtą kukiełkę!

O wilku mowa, w drzwiach chaty stanął Chińczyk. Leo rzucił się w pościg za tym krasnoludem i po trzech minutach pościgu wybiegli na jakąś polanę. Pościg skończył się w jakiejś dziurze, do której i Chińczyk i Leopold wpadli. Leo po chwili odzyskał świadomość, ale żółtka nigdzie nie było. Leopold znajdował się teraz w jakiejś jaskini. Było mrocznie i ciemno. Chłopakowi zdawało się, że słyszy jakieś dziwne odgłosy. Starając się nie zwracać na nie uwagi, Leo ruszył w poszukiwaniu wyjścia. Schodził coraz głębiej, kolejne mrożące krew w żyłach odgłosy dochodziły z ciemności, ale Leopold, pomimo strachu, szedł dalej. W pewnym momencie natknął się na dziurę w ścianie jaskini. Leo wyjrzał w nią i przez krótką chwilę ujrzał po drugiej stronie coś jakby zombie. Przerażony Leopold prędko kontynuował podróż. Dotarł do jakiegoś korytarza, po którego przejściu znalazł się w dużym pomieszczeniu pełnego ludzkich czaszek. I Leo nie był tam sam. W pomieszczeniu znajdował się wielki gorylo-podobny stwór, który ryknął przeraźliwie. Leopold niemalże zsikał się w majty, ale mimo to przebiegł na tyły stwora, który na szczęście do mobilnych nie należał. Leo biegnąc wpadł w jakąś kadź, która wybiła go mocno do przodu, w niebieską falę dziwnej energii.

Leopold ku swojemu zdziwieniu znalazł się spowrotem w swoim mieście, przed znajomym burdelem. Znów go teleportowało, ale jak się okazało, to nie było wszystko. Leo z braku pomysłu udał się tam, gdzie powinien stać jego dom, jednak zamiast ruin na miejscu Leopold zobaczył palące się zgliszcza i gości od braci Tunak idących w swoją stronę. A więc Leo nie tylko się teleportował, ale i cofnął w czasie. Ale jaja!

Dzień Sądu[]

Leopold wpadł na pewien szalony pomysł. Postanowił tym cofaniem się w czasie ocalić swój dom od zniszczenia. W związku z tym Leo udał się na lotnisko, ukradł samolot, poleciał na wyspę, dostał się do jaskini i teleportował ponownie. Znowu znalazł się przed burdelem. Leopold zaczął szaleńczy bieg do swojego domostwa, ale był za późno. Sfrustrowany ponownie udał się na lotnisko, ukradł kolejny samolot, znowu poleciał na wyspę, wszedł do jaskini i znów się cofnął w czasie. Tym razem jednak znowu był za późno, by ocalić dom. Mocno wkurzony Leo jeszcze raz ukradł samolot, doleciał na wyspę i cofnął się w czasie. Jeszcze raz dobiegł tak szybko jak potrafił do domu, ale ku jemu WIELKIEMU zdziwieniu domu nie było. Była za to jakaś chatka ze słomy i dwóch półnagich dzikusów palących świniaka nad ogniskiem. Leopold chciał się cofnąć w czasie, ale nie aż tak daleko! Leo wykrzyczał:

- Ale mnie daleko przeniosło w czasie, JA PIERDOLĘ!!!

Swoimi wrzaskami Leopold przyciągnął uwagę dwójki dzikusów, którzy biorąc chłopaka za swój nowy posiłek, rzucili się na niego. Leo zaczął uciekać. Na początku Leopold kazał iść dzikusom na banany czy coś, a gdy to nie pomogło, rzucił w nich klawiaturą. Dzikusy widząc nieznany obiekt, sami uciekli. Leo był zadowolony z tego faktu, dopóki przez przypadek nie uderzył w coś twardego. Leopold odwrócił głowę i zobaczył, w co uderzył. Był to tygrys szablozębny. W tym momencie jedyne co Leo był w stanie z siebie wydukać to:

- Lol, lol, zaraz zginę.

Tymczasem w teraźniejszości bracia Leopolda przelatywali właśnie swoim małym samolotem nad wyspą, na której rozbił się Leo. I wyglądało na to, że się zgubili:

- (Fleopold) Gdzie my jesteśmy do cholery?

- (Treopold) W powietrzu, lecimy samolotem.

*Fleopold sfrustrowany wali w kokpit samolotu*

- (Treopold) Nie tłucz bo urwiesz!

- (Fleopold) Patrzcie, na dole ktoś się rusza!

- (Treopold) Widzę.

*Krótka chwila ciszy*

- (Fleopold) TO LĄDUJ BARANIE!

Treopold jednak nie znał się specjalnie na sztuce lądowania, to też rozbił się samolotem o polanę. Bracia jednak wyszli z katastrofy w miarę bez szwanku, tylko Fleopold zapłonął na parę chwil, ale prędko zdołał się ugasić. Wtedy rozpoczęli szybką rozmowę na temat tego, gdzie oni są. Doszli do wniosku, że są na wyspie, na której najpewniej nikt nie mieszka. Z braku lepszego pomysłu poszli przed siebie, aż dotarli do wraku samolotu. Tego samolotu, w którym był Leopold. Wśród części maszyny bracia znaleźli ubrania, w których był Leo oraz pasażera, który głośno słuchał swojego techno. Najwyraźniej ktoś jeszcze oprócz Leopolda i chińczyka przeżył katastrofę. Bracia próbowali wypytać się gościa o to, gdzie jest Leo, ale facet słuchał tylko muzyki i zdawał się mieć wyjebane na wszystko inne. Bracia więc postanowili kontynuować zwiedzanie wyspy. Daleko jednak nie zaszli, gdyż wpadli do tej samej jaskini co Leopold. Nie mając innej opcji, zaczęli badać jaskinię.

Tymczasem Leopold zdołał skryć się w skalnej szczelinie i z takiej pozycji odpierać klawiaturą ataki tygrysa, jednak nie wyglądało na to, żeby miał się długo utrzymać. Bracia w tym czasie odnaleźli pomieszczenie z czaszkami i potworem. W trakcie próby ucieczki przed nim bracia wpadli w kadź i wywaliło ich do teleportu. Tak się złożyło, że teleportowało także walczącego o życie Leopolda i cała czwórka przeniosła się w czasie i przestrzeni do domu Leo na jakieś parę godzin przed wysadzeniem chaty przez gości od braci Tunak. Leopold ucieszył się na widok swoich braci, którzy na dodatek uratowali mu tyłek, to też zaprosił ich do domu i wszystko opowiedział. A potem oczywiście Leo poszedł na kompa. To było dobre uczucie znów być w swoim królestwie, jak sobie pomyślał Leopold. Zachciało mu się oglądać porno, czemu sprzeciwił się Treopold do czasu, gdy Leo powiedział mu że nie musi patrzeć. W związku z tym Treo zajrzał do lodówki, gdzie jednak przytrzasnął sobie palce o znajdującą się tam pułapkę na myszy. Bracia zaczęli wrzeszczeć na siebie nawzajem, co wkurwiało Leopolda, tym bardziej że Leo odkrył, że nie ma internetu.

Leopold postanowił oglądnąć coś z dysku. Padło na Keyboard Shore, będącym czymś w rodzaju połączenia rapu i ballady. Leo miał dobry czas, oglądając i słuchając to, ale utwór szybko się skończył. Wtedy jednak internet wrócił. Leopold ucieszył się, że będzie "ślizgał pingwina", lecz wtem na ekranie pojawił się film z gościem grającym na bębnach, a zaraz po tym zdjęcie dzikuski z podpisem "Ty tak nie umiesz przystojniaku". Leopold w odpowiedzi zaczął rytmicznie walić w klawiaturę jak w bębny. Gdy skończył, powiedział do komputera:

- Nie znoszę widoku nagich bab z dzikich plemion! Proszę cię komputerku, możesz wszystko mi robić, tylko nie włączaj mi golasów z dzikich plemion! Nie chcesz chyba mnie tak mocno skrzywdzić? Mam rację?

W tym momencie na ekranie pojawiła się informacja o niespodziance dla Leopolda. Tą niespodzianką okazały się być oczywiście dzieci neo, choć tym razem nie tańczące do Crazy Froga. Leo wkurwiony rzekł, że wolał już dzikie baby, na co komputer ponownie pokazał najpierw zdjęcie salcesonu, a następnie nagą dzikuskę. Leopold wpadł w istny RAGE, niszcząc klawiaturę serią uderzeń, wrzeszcząc przy tym jak opętany. Gdy Leo skończył, postanowił dla ukojenia nerwów użyć klątwy. Pokazał się film z facetem stojącym nad dziurą w wodą na ulicy, na co Leopold rozkazał biedakowi tam wpaść. I tak się stało. Po chwili jednak pokazało się zdjęcie czarnego dildosa i podpis "Pała!". Leo wkurwiony był już ostatecznie, ale wtedy też dotarło do niego, że koledzy braci Tunak za niedługo przyjdą i podpalą mu dom, więc musi ich rozjebać jako pierwszy. Zaprosił swoich braci do podziemnego arsenału, kazał im wsiąść tyle broni ile się da, a sam zszedł do jeszcze głębszego bunkra, do którego wejście znajdowało się w owym arsenale. W bunkrze znajdowało się centrum dowodzenia dziadka Leopolda. To był dopiero sprzęt. Jak pierdolnie to Ziemia wyleci z galaktyki.

Leopold walnął z radości w klawiaturę, przez co przypadkowo namierzył słup uliczny leżący niedaleko jego domu. Rakieta wystrzelona z kosmosu walnęła w słup i została tam jedynie dziura. Leo stwierdził, że musi być ostrożny z tym cackiem i wtedy też na ekranie pojawił się ponownie czarny dildos:

- "Pała!"

- (Leopold) Srała!

Leo stwierdził, że powodem, dla którego jego dziadek zamknął centrum dowodzenia był fakt, że grzebali przy nim Chińczycy. Bo Chiny to powód wszystkich problemów tego świata, ot co. Jakiś czas później bracia Leopolda skończyli oznaczać bazę wroga. Leo walnął w klawiaturę wrzeszcząc:

- NARESZCIE NADSZEDŁ DZIEŃ SĄDU SKURWYSYNY! NAPIERDALAĆ!!!

Wtedy też rozpoczął się prawdziwy czas apokalipsy. Rakiety z kosmosu walnęły w bazę kumpli braci Tunak, Treopold przycinał trawnik przed bazą za pomocą karabinu maszynowego, Fleopold rzucał granatami na lewo i prawo, zaś Greopold siał zamęt miotaczem ognia. Po paru minutach z bazy wroga nie zostało nic. Zwycięstwo bracia Slikk uczcili wspaniałą popijawą, wyglądało na to, że wszystko jest w porządku. Ale nie do końca...

Na wyspie Chińczyk odnalazł pokój z czaszkami w jaskini. Chińczyk wyminął potwora, ogłuszając go muzyką z radia, które żółtek przy sobie miał, a następnie skoczył w niebieską falę. Wszystko zakręciło się i zawirowało. Czas cofał się i cofał, aż nastała ciemność... A z tej ciemności zaczął dobiegać płacz rodzącego się dziecka, a zaraz po tym głosy:

- To chłopczyk, to chłopczyk!

- Nazwiemy go Leopold!

THE END

Advertisement